Robert Bijas
Fotografia przyrodnicza
wtorek, 11 lipca 2023

Gdy uczyłem się fotografii taki widok był codziennością w fotografii czarnobiałej. Gdy pojawiła się fotografia kolorowa to na negatywach widać było kolory inne niż rzeczywiste. Zieleń trawy była fioletowa. By uzyskać pozytyw trzeba było sie natrudzić by powiększenie na papierze było jak najbardziej zbliżone do realnych kolorów. Zapraszam.


WIĘCEJ >
czwartek, 6 kwietnia 2023

Pijąc kawę niespiesznie, przesuwałem obiektyw od krańca do krańca. Okna oczywiście. No bo gdzieżby w taka pogodę nos wyściubiać z domu. Psa bym nie wygonił, a tu drobiazgi się drą i przelatują jakby co je napastowało z góry. One tak mają, boja się wszystkiego i na wszelki wypadek, ale to pozwala przeżyć stworkom o wadze łyżeczki cukru. Towarzystwo było ruchliwe i kolorowe niebywale od żółtych piórek sikor, czerwonego śliniaczka tego twardziela rudzika po jasno bordowy strojnego samca (wszak wiosna jest weselem) zięby i zielenie i żółcie czyży. Widzę jak siadają na patyczku, jak siadają w karmniku i szukają jak na suto zastawionym stole. Gdy lądują na ziemi to nawet na trawie pokrytej śniegiem trudno je dostrzec. Dziś jednak zbaraniałem nieco gdy przez wizjer ukochanego aparatu zobaczyłem ptaszka maleńkiego, ale co to? Samczyk zięby garniturek postradał czy o co chodzi. A dziobek taki drobniutki, jak on tym je? Ale przecież rudzik też taki dzióbek ma drobniutki. Sięgam po przewodnik po naszemu pisany z ziębą na okładce, Tylko nie wiem dlaczego okładki taki kolor żałobny mają, gdy ptactwo i natura kolorami stoją. Zerkam szybko na spis treści, bo przypuszczenie miałem Ci ja. Sprawdzam co jest na stronie 274, tak i moje podejrzenie się sprawdziło. Mój karmnik odwiedziła Pokrzywnica. Cieszę się bardzo bo to dla mnie nowy gatunek, płochliwy okrutnie.


WIĘCEJ >
środa, 5 kwietnia 2023

Pamiętam jak dziś. Na pewnym pagórze roztoczańskim siedziałem w ukryciu, czekając na sarny, jelenie, w ogóle na to, co wyjdzie. Po sąsiedzku siedział kolega. W pewnym momencie szepcze mi: „Panie Robercie (tak ma do dziś), zając po lewej”. Przyłożyłem oko do wizjera, no daleko jak na 70-300 Tamrona. Pytam się kolegę: „Idziesz?” „Nie, bo ucieknie”. „Ja spróbuję”- powiedziałem. Ciepłe zachodzące słońce już delikatnie kładło się na szczyty drzew, a przy tym jak cudownie pachniało żywicą. Delikatnie się położyłem na trawie, która prawie mnie całego skrywała. Słońce ogrzewało mi plecy. O, jakże to przyjemne, gdy po wyjściu z zimnego cienia robi się ciepło! Co jakiś czas unosiłem nieco głowę ponad trawę, by zobaczyć kicaja. Odległość była znaczna, zaczynałem się męczyć. Zobaczyłem uszy, dwa. Sunę niczym zdradziecki serpens, z tą różnicą, że moje polowanie kończy się najwyżej długim susem zwierzaka w las. Za daleko, więc jeszcze troszkę. O! Już go widzę całego, jeszcze troszkę tylko. Dobrze by zrobić fotę na powitanie. Podsunąłem się nieco dalej. Fajnie, że nie uciekłeś zającu. Wysuwam lewą rękę i unoszę przedramię powolutku, by te wielkie oczy nie dostrzegły ruchu. Położyłem obiektyw na lewej dłoni i przymierzam się do robienia zdjęć. Oko do wizjera, a tam widzę dwie pary uszu. Ucieszyłem się bardzo. Poprawka parametrów, ale kto mi ustabilizuje rękę drżącą. Poprawiam parametry, unoszę się nieco, bo trawka mi przeszkadza. I, wielki sus zająca w las głęboki. Parę słów cisnęło mi się na język, ale się powstrzymałem. Ale, ale! Drugi zając siedzi i skubie leniwie zieloności wszelakie. Wtedy zrobiłem jedno zdjęcie, po chwili drugie. Gdy mój obiekt westchnień, stwierdziwszy, że to zielone z dużym okiem jest niegroźne, dalej skubał trawkę, a to koniczynkę. Doczołgałem się jeszcze troszkę i wtedy zrobiłem jeszcze kilka zdjęć. Dla zająca było to za wiele. Spokojnie pokucał wzdłuż ściany lasu.


WIĘCEJ >
sobota, 1 kwietnia 2023

Było to wtedy gdy na mazurka mówiło się wróbel mazurek, a na wróbla domowego, zwyczajnie wróbel. Tak było przynajmniej u nas. Generalnie i tak mówiło się na te ptaki wróbel. Fotografia cyfrowa była dopiero w powijakach, więc jak sami się domyślacie fotografie wykonywałem na negatywach i diapozytywach. O ile, negatywy były tanie i nie było potrzeby liczenia klatek, o tyle slajdy były drogie i nad każdym naciśnięciem spustu migawki myślało się, czy naprawdę warto. Zrobiłem sobie karmnik pod oknem pokoju w którym mieszkam. Z początku robiłem zdjęcia prze okno, ale nie podobało mi się to za bardzo. Jedyna korzyść z tego jaka wynikła to wiedza o tym jak się zachowują, co je płoszy i co lubią.


WIĘCEJ >
czwartek, 30 marca 2023

Na głuszca nigdy się nie zasadzałem, nie tropiłem. Nie nękałem swoją osobą. A musicie wiedzieć że głuszec jest pod ścisłą ochroną gatunkową. Ale jak to się po lesie człowiek się szwenda to zawsze na coś wlezie. Tak było i tym razem. Kolega podpowiedział mi żebym zboczył z trasy nieco to mogę natknąć się na głuszca. Niespieszno mi było, więc odwlekałem tą podróż. Los jednak nieco popchnął mnie ku głuszcom.


WIĘCEJ >
środa, 29 marca 2023

Noc była niespokojna, fronty atmosferyczne głośno się spierały który ma otworzyć świt. Zimny, mokry i śnieżny oblepiający śniegiem napęczniałe wiosennymi sokami gałązki. Czy mroźny i słoneczny który krótkimi cięciami wiatru dalej walczył o prawo przyrody do słońca i radości, do wiosny. Nawet mroźny poranek, a słoneczny to radość dla ptactwa wszelakiego, a dla maleństw w szczególności. To one, te ptasie maleństwa przycupnąwszy za wiatrem nagrzewają swe ciałka drobniutkie. Gdy już ograne dostatecznie są te perełki ptasie, te sikorki, wróbelki, czyże i wreszcie te klejnociki przecudne rudziki.


WIĘCEJ >
poniedziałek, 13 lutego 2023

W poszukiwaniu magii i sów.

Był styczeń, na przemian padał deszcz, wiało, padał śnieg. Potem było ciepło, następstwem tego ciepełka (względnego) była mgiełka. Taka piękna i fotogeniczna, zwiewna niczym panna młoda o świcie wiosennym. Gdy dzień miał się ku zachodowi mgła robiła się coraz bardziej gęsta i sina, oblepiała każdy element, buki smukłe i czarne od wilgoci po puszczyka uralskiego. Nadszedł długo oczekiwany dzień, jest śnieg, jest mróz, jest szansa na Puchu i to nie nie jednego. No i nadzieja na klimaty. Ubrany solidnie opuszczam moją strefę komfortu, zjazd windą tylko jedno piętro a już czuć chłód. Witam się z Magdą i Markiem i ich Pufą. Pufa jest ich psią miłością bezwzględnie. Pokonujemy kilometry zaśnieżonej i oblodzonej drogi. Im bliżej celu nasze głowy jak radary przeczesywały drzewa. Oczy nam wychodziły z orbit by przebić coraz gęstszą mgłę. Nagle Magda krzyknęła. Stój!!! Jest. Jest!!! No tam siedzi, widzicie! Nawet ja najgorzej widzący i najmniej spostrzegawczy dostrzegłem magię i Puchu. Zrobiło mi się cieplutko na sercu, wreszcie jest, jaki piękny. Starałem się uchwycić magię tego miejsca. Czy mi się udało sami oceńcie. A potem nastąpiła tragedia jakich wiele w ostatnim czasie. Już nie zobaczyliśmy więcej Puchu, za to Sthile grały swą smętną melodię. Żeby jakoś smutek ukoić jeździliśmy w różne miejsca gdzie występował Puchu zwyczajny. Było pięknie i śnieżnie, ale świadomość że nie prędko zobaczy się Urala, może to był ostatni raz? Tfu, tfu. Ech. Nadeszły duże opady śniegu i mogłem zrobić kilka fotografii które pozwolą kiedyś wspomnieć że i śnieg bywał u nas w zimie i woda była. Kilka drobnych ptasząt sfotografowałem przez okno w moim pokoju. Ale to nie Puchu.


WIĘCEJ >

Zima tego roku przyszła nieco wcześniej niż zwykle. Pierwszy śnieg jak się pojawił tak i znikł. Drugi opad i mrozy zapowiadane o dziwo się sprawdziły, jest śnieżnie i mroźno no i jest pięknie. Słońca niestety jak na lekarstwo. A tak go potrzebujemy. Tylko nie mówcie że jest bajkowo, bo tak nie jest dla wielu ludzi i zwierząt. Dla mnie zima to czas odkrywania i czytania lasu i życia leśnych stworów. Teraz widzimy wyraźne tropy zwierząt które uciekając przed mroźnym powiewem nocy, chowają się w trzcinowiskach czy leśnych ostojach, młodnikach i zagłębieniach. Sarny, jelenie otulają się nisko zwisającymi gałęziami jodły czy świerka. Widzimy jak spod śniegu wystają ogryzione pędy borówek czy maleńkich grabów i buków. Sarny tworzą rudle które zapewniają bezpieczeństwo i ciepło. Nasze wędrowanie po głębokim lesie powinniśmy sobie darować, gdyż każdy spłoszony z leży zwierzak to potencjalna ofiara drapieżników i mrozu. Trzeba pamiętać że nie każde zwierze jest tak zdrowe na jakie wygląda. Ofiar mrozów będzie na tyle dużo że drapieżniki sobie poradzą.


WIĘCEJ >
sobota, 10 grudnia 2022

Siedząc kiedyś na schodach Domu Dziecka w Puławach, brudny i śmierdzący po długotrwałym fotografowaniu nietoperzy na poddaszu budynku, rozmawiałem ze znajomym chiropterologiem, o tym co chcę robić dalej. Opowiedziałem o moim marzeniu, o wydaniu książki o ssakach żyjących na Lubelszczyźnie. Usłyszałem od niego: ,,no to Robert porywasz się z motyką na słońce”. Zapewnił, że będzie mi pomagał i kibicował. Słowa dotrzymuje do tej pory. Od razu dodał, „słuchaj niebawem do RPN przyjedzie doktor z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Będą monitorować popielicowate. Weź podejdź i się zorientuj, z pewnością Ci pomoże”. Minęły dwa miesiące i faktycznie badacz przyjechał do RPN razem ze studentami. Podszedłem i zagaiłem rozmowę. Doktor od razu się zgodził. Umówiliśmy się na drugi dzień w rezerwacie Bukowa Góra w RPN.


WIĘCEJ >
środa, 30 listopada 2022

Wyjazd nie był typowo przyrodniczy, o nie. Fotografowaliśmy obiekty czasów minionych z okresu drugiej wojny światowej. Bunkry, mogiły żołnierzy naszych i obcych. Najsmutniejsze były mogiły małych dzieci. Fotografii jeszcze nie udostępnię gdyż materiał jest redagowany.

Miałem marzenie sfotografować żmiję zygzakowatą (Vipera berus). Idąc w jedną stronę uważnie patrzyłem pod nogi. Wiedziałem że One mogą tam być. Po wykonaniu powierzonych mi zadań i odpoczynku wracaliśmy powoli. Słońce przemiarzało nieboskłon miło ogrzewając plecy. Wiedziałem że do słońca One wyjdą. Zbierając grzyby wypatrywałem tych z zygzakami na plecach. Kolezanka szła przede mną po lewej ja po prawej. Nagle zobaczyłem kijek którego tu wcześniej nie było. krzyknąłem Stój! Nieruszaj się. Poprosiłem o mój plecak, jako że już byłem złachany jak koń po westernie. Mówię do koleżanki zobacz żmija, wtedy znalazłem się na ziemi na przeciw mojego marzenia. Naprzeciw żmiji zygzakowatej, nawet słoneczko zaświeciło jej się na głowie. Niestety miałem tylko krótki obiektyw. Z każdym kliknięciem spełniałem swoje marzenie. Niestety żmija nie była zbyt duża, ale i tak byłem szczęśliwy. Sfotografowałem Żmiję zygzakowatą, Huuurrrra!


WIĘCEJ >